Saleta LiFE Camp

SALETA FIT CAMP W TAJLANDII

Trzy lata temu przyjechałem na Samui przetrwać zimę i potrenować muaythai. I znalazłem swoje miejsce na ziemi.

Dzisiaj tutaj mieszkam i cieszę się życiem każdego dnia. Wspaniały klimat, pyszne i zdrowe jedzenie, brak ciśnienia i pogoni za pieniędzmi, wokół pozytywnie ludzie i wymarzone warunki do treningu. Idealne miejsce dla każdego, kto doszedł do wniosku, że czas zwolnić i zrobić coś dla siebie. Nawet krótki pobyt tutaj potrafi zmienić nasze nastawienie do życia na długie miesiące. Jeśli uważasz, że powinieneś popracować nad swoim zdrowiem, kondycją i sylwetką – serdecznie zapraszam.

Wakacje są najlepszym momentem na takie zmiany. Wolna głowa pozwoli Ci szybciej złapać rytm treningowy, a szybkie efekty sprawią, że szkoda Ci będzie je zmarnować. Dzięki temu jest duża szansa iż będziesz dalej prawidłowo się odżywiał i trenował po powrocie z wakacji.

Pomogę Ci dobrać odpowiedni trening, dostosowany do Twojego wieku i kondycji.

Do dyspozycji jest muaythai, boks, crossfit, siłownia, kardio i joga.

Do zobaczenia na Samui

Przemek Saleta

 

+48 22 208 63 35

www.przemeksaleta.com

 

 

PODZIEL SIĘ Z INNYMI:

Dieta – nie dieta

DIETA - NIE DIETA

Jakiś czas temu pochwaliłem się, że w ciągu trzech miesięcy „zgubiłem” 17 kg i obiecałem, że napiszę jak jem i jak trenuję. Przepraszam za opóźnienie, ale dużo się dzieje i ciężko mi było znaleźć czas żeby spokojnie usiąść i logicznie to napisać. Dzisiaj o jedzeniu, bo to w przypadku gubienia wagi, jest najważniejsze.

Po pierwsze trzeba ustalić cel. Dla mnie takim celem była forma i waga, przy której będę się dobrze czuł, miał siłę i kondycję, a przy tym będę dobrze wyglądał. Bardzo ważne jest, szczególnie jak się trenuje, aby organizmowi dostarczyć wszystkich potrzebnych składników. Planując swoją dietę nie miałem zamiaru również głodować a jedzeniem i treningiem chciałem rozkręcić metabolizm tak, aby organizm spalał więcej kalorii. Nawet jak śpię.

Przykładowy jadłospis:
6.00 – odżywka białkowa, 30 g białka, jogurt naturalny, owoce
10.00 – owsianka z owocami, jajecznica (4-6 jajek ale tylko 1-2 żółtka), ciemne pieczywo
12.00 – trening
14.00 – odżywka białkowa jak o 6.00
16.00 – pierś z kurczaka (indyk, ryba, polędwica wołowa), ryż (ziemniaki,makaron,kasza), sałatka
20.00 – pierś z kurczaka (indyk, ryba, polędwica wołowa), warzywa na parze lub sałatka
23.00 – odżywka białkowa jak o 6.00

Jeśli pomiędzy posiłkami jestem głodny, jako przekąskę zjadam jakiś owoc, orzechy lub wafle ryżowe. Dodatkowo do trzech posiłków spożywam łyżkę – dwie oleju lnianego lub kokosowego.
Teraz kilka zasad. Muszę jednak zaznaczyć, że jeśli chodzi o jedzenie to jestem dosyć specyficzny. Jak mi coś smakuje to mogę to jeść codziennie.

Przyznam się, że z takim podejściem życie jest prostsze.

Odżywki białkowe
Dzień zaczynam od odżywki białkowej, żeby szybko dostarczyć organizmowi posiłek po kilku godzinach snu. Kolejną porcję białka spożywam po treningu, aby się szybciej zregenerować, a ostatnią przed snem – żeby organizm miał na czym funkcjonować przez noc i nie zjadał sam siebie.

Posiłki
Posiłki są w miarę normalne, nie wydziwiam i zawsze jestem w stanie, również w restauracji, znaleźć coś dla siebie. Choć lepiej jest oczywiście jeść w domu, bo mamy pełną kontrolę nad tym co jemy. Po 18 staram się nie jeść węglowodanów.

Wspomaganie
Oprócz odżywek białkowych stosuję jeszcze glutaminę i BCAA. 5 g jednego i drugiego biorę rano po przebudzeniu oraz przed i po treningu. Korzystam również z trójkąta zdrowia Kyani. Właściwie trafiłem na ten produkt przez przypadek. Zostałem zaproszony do współpracy przez firmę Kyani. Odpowiedziałem, że nie jestem zainteresowany współpracą dopóki nie przetestuję ich suplementów.

Po dwóch tygodniach czułem różnicę, po dwóch miesiącach byłem jej pewien a po trzech miesiącach zdecydowałem się propozycję przyjąć. Dlaczego? Dlatego, że zauważyłem nieprawdopodobną różnicę jeśli chodzi o regenerację. A to z wiekiem jest największy problem. Obecnie mam dużo więcej energii, śpię 5-6 godzin dziennie i nawet po bardzo ciężkim treningowo dniu, na drugi dzień czuję się jak młody bóg.

Muszę się też do kilku rzeczy przyznać. Po pierwsze nienawidzę restrykcyjnych diet i właściwie, jeśli ktoś nie musi osiągnąć konkretnego limitu wagowego, nie musi takiej diety stosować. Wystarczy zdrowy rozsądek, trochę wiedzy i odrobina silnej woli. Tym bardziej, że później zwykle jest efekt yo-yo. Po drugie uwielbiam słodycze, choć zauważyłem, że jak jem dużo owoców do znacznie rzadziej mam ciąg na czekoladę. Ale jak już mnie ten głód czekolady dopadnie- jem ją dopóki nie zrobi mi się niedobrze. I mam spokój. Na miesiąc, dwa a czasem trzy 😁 Dla równowagi, raz na tydzień, 10 dni- robię sobie „głodówkę” i jem tylko owoce.

Najważniejszą zasadę zostawiłem na koniec. JEDZCIE MAŁE PORCJE!!!
Niestety człowiek je najpierw oczami. I zwykle zjadłby wszystko co widzi. A sygnał do mózgu, o tym, że jesteśmy najedzeni, dociera dopiero po 20 minutach. Więc zwykle, jak jesteśmy syci – to jesteśmy już przeżarci. Pamiętajcie! Wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko wiedzieć kiedy i ile. I czasem z kim.

PODZIEL SIĘ Z INNYMI:

W życiu najważniejsze są marzenia.

W życiu najważniejsze są marzenia. A później ich realizacja. Niestety większość z nas, nawet jesli ma marzenia, ich spełnienie odkłada na wieczne jutro. Łatwiej i bezpieczniej jest narzekać i zazdrościć innym, niż samemu zaryzykować i odważyć się wyjść poza strefę komfortu. 

Często tak się dzieje również dlatego, że marzenie jest odległe i trudne, a jego spełnienie wydaje się być niemożliwe. I dlatego powinniśmy  się nauczyć wyznaczać sobie cele, które są w zasięgu ręki, a których osiągnięcie przybliża nas do sukcesu.

Przekładając to na język sportowy: marzeniem jest mistrzostwo świata, ale celem wygranie najbliższej walki. Oczywiście nie każdemu jest dane zostać mistrzem. Zależy to nie tylko od pracy, ale też od talentu, szczęścia a czasem przypadku.

Ciężki trening jest podstawą, lecz musi być to trening zrobiony z sensem. Mam jednak wrażenie, że spora część zawodników po prostu marnuje w sumie swój czas.

Nie zastanawiają się nad czym powinni pracować aby osiągnąć sukces, lecz trenują aby trenować. A to jest właściwie krok wstecz, gdyż tylko i wyłącznie utrwala złe nawyki. Każda jednostka treningowa powinna czynić nas lepszym,  a każda runda być przeboksowana z pomysłem. Zarówno ta na sparingu jak i podczas walki z cieniem czy pracy na worku.

Oczywiście to nie gwarantuje, że zostaniemy mistrzami świata. Ale w gruncie rzeczy, i w sporcie i w życiu, chodzi o to samo. Aby dać z siebie wszystko i w tym co robisz być tak dobrym, jak to jest możliwe.

Pozdrawiam
Przemek

PODZIEL SIĘ Z INNYMI:


Moim zdaniem… Boks białych kołnierzyków

Boks białych kołnierzyków – formuła walk bokserskich, w których występują kobiety i mężczyźni, na co dzień wykonujący pracę umysłową. Większość z zawodników nie ma doświadczenia w boksie amatorskim i zawodowym.
Tak mówi Wikipedia. Ja dodam tylko, że boks białych kołnierzyków został wymyślony na początku lat dziewięćdziesiątych w USA. Maklerzy i finansiści z Manhattanu wylewali siódme poty w legendarnym Gleason’s Gym aby wyrzucić z siebie stres i nabrać kondycji. I jak to mężczyźni zaczęli ze sobą rywalizować, a Gleason’s Gym było świadkiem prawdziwych ringowych wojen. I choć pojedynki maklerów nie stały na najwyższym sportowym poziomie, emocje były ogromne. W każdym sporcie walki najważniejsze jest to, żeby zawodnik, w drodze po zwycięstwo, był gotów dać z siebie wszystko. Za to płacą kibice. W ringu, klatce czy na macie musisz zostawić pot, krew, a czasem zdrowie. I dlatego też zdarza się, że walki kompletnych amatorów są bardziej emocjonujące niż pojedynki starych wyjadaczy, którzy wychodzą do ringu tylko po wypłatę.

Dlaczego o tym piszę? Bo w sobotę 29 października miałem przyjemność wziąć udział w takiej gali, a moim przeciwnikiem był Prezydent Poznania – Jacek Jaśkowiak. Wprawdzie (teoretycznie) doświadczenia mam trochę za dużo na takie walki, ale w tym przypadku najważniejszy był cel. Zbieraliśmy pieniądze na rozbudowę oddziału onkologicznego szpitala dziecięcego w Poznaniu.

I cel ten został osiągnięty w 200%! Zebraliśmy 230 tys. złotych, a w ciągu kolejnych kilku dni kwota ta prawdopodobnie przekroczy ćwierć miliona! Dwa razy więcej niż rok temu! Ponadto doskonała organizacja, dużo emocji (większość stolików zakupiona została przez głośno kibicujących przyjaciół poszczególnych zawodników) i super atmosfera.

Dla mnie takie gale są symbolicznym powrotem boksu do początku jego historii nowożytnej. W Anglii w XVII i XVIII w. walka na pięści była czasem formą pojedynku, a walczyło się nie dla pieniędzy lecz honoru i chęci udowodnienia swojej wyższości w ringu.
Jestem pod tak wielkim wrażeniem zorganizowanej przez Biznes Boxing Polska imprezy, że już teraz zgłaszam chęć walki na następnej gali- wystawiając siebie na aukcję. Kto da więcej-będzie mógł stanąć ze mną w ringu. Być może nawet wygrać, a na pewno wesprzeć szczytny cel…

PODZIEL SIĘ Z INNYMI:


Moim zdaniem…

Świat się zmienia. I nie ma co się na to obrażać. Ostatnio zapytany zostałem przez portal laczynaspasja.pl czym spowodowany jest kryzys w boksie. I w Polsce i na świecie. Powodów jest kilka.
Po pierwsze brak wielkich gwiazd, które mogłyby ze sobą walczyć. Złote lata boksu to okres kiedy rywalizowali ze sobą Muhammad Ali, George Foreman, Joe Frazier, Ken Norton a trochę później Ray „Sugar” Leonard, Tommy Hearns, Roberto Duran i Marvin Hagler. Obecnie brakuje pięściarzy, którzy są i wielkimi bokserami w ringu i wielkimi osobowościami poza nim. Ale tym bym się nie martwił, bo w każdym sporcie, również w boksie, są lepsze i gorsze lata. I te lepsze lata na pewno przyjdą.
Niestety pojawia się tutaj drugi, poważniejszy problem- polityka w boksie. Różne federacje, różne telewizje, kontrakty telewizyjne na wyłączność i niechęć do ryzyka sprawia, że niezbyt często dochodzi do konfrontacji pomiędzy najlepszymi. Dobrym przykładem może być to, co aktualnie dzieje się w wadze ciężkiej. Kiedy Tyson Fury już zupełnie oszalał, pojawiła się możliwość mega pojedynku: Władimir Kliczko- Anthony Joshua. Niestety wygląda na to, że Kliczko  wybierze znacznie łatwiejszą opcję powrotu na mistrzowski tron i będzie walczył z Lucasem Brownem o wakujący tytuł federacji WBA. Dlaczego? Bo może.
No i w końcu problem trzeci- MMA. Sport ten w ostatnich latach szturmem zdobył serca kibiców. Moim zdaniem uderzane sporty walki są znacznie czytelniejsze, ale większości kibiców sport, w którym „wszystko można”, bardziej przemawia do wyobraźni.

Ponadto, jeśli jesteś dobry, łatwiej jest się doczekać walki o tytuł. Większe znaczenie mają umiejętności i widowiskowość stylu walki zawodnika niż pieniądze promotora. Bo liczący się promotor jest jeden- UFC. I to znacznie ułatwia sprawę. Widać też, że i UFC i zawodnicy, walczący dla tej organizacji, idą z duchem czasów. Promocja walk poprzez media społecznościowe jest nieprawdopodobna. Tym sposobem docierają do rzeszy nowych, młodych kibiców. Czasem mam wrażenie, że każda myśl, która wpadnie Dana White do głowy- natychmiast ląduje na twitterze. Walka Jędrzejczyk- Kowalkiewicz już się rozpoczęła, póki co w Internecie, ale jestem pewien, że przełoży się to na zainteresowanie tym, co się będzie działo w klatce 12 listopada.
I tak jak napisałem na początku, może to się nam nie podobać, ale nie ma co się obrażać na rzeczywistość. Poza tym każdy z nas ma wybór: ignorować lub się dostosować. Ja już wybrałem zakładając stronę przemeksaleta.pl i pisząc ten felieton. Pozdro

Przemek

PODZIEL SIĘ Z INNYMI: